13 października 2005

# 151

Zaczęło się to wariactwo już na dobre, Żuż na obu uczelniach spędza cały dzień, z czego jedną trzecią czasu poświęca na dojazdy, co w efekcie skraca nasze spotkania do dwóch/czterech godzin tygodniowo. Po wakacjach, kiedy mieliśmy tyle siebie to lekki szok, z którego staram się otrząsnąć. Na przykład jestem dobrą żoną i czekam na Niego z gorącą kolacją, a żeby odreagować stres wycinam wszystko co się rusza na mapie Heroes of Might and Magic. Wiem, że to totalna siara mieć zajawkę z gry, która swoje dni świetności obchodziła kilka lat temu, jest to tak uncool, że po prostu strach mnie i trwoga ogarnia na samą myśl, co sobie mogą o mnie pomyśleć inni. Fuck this, nadchodzi armia Natury!

Brak komentarzy: